Wrzesień 1939 roku. Niemiecki blitzkrieg przetacza się przez Polskę z niespotykaną dotąd siłą i szybkością. Większość polskich armii jest w odwrocie, a Warszawa staje w obliczu bezpośredniego zagrożenia. W tym chaosie, na zachód od stolicy, dochodzi do wydarzenia, które na zawsze zapisze się w historii jako największa bitwa kampanii wrześniowej - starcie, w którym Wojsko Polskie, wbrew logice i przeważającym siłom wroga, przeszło do ofensywy. To właśnie Bitwa nad Bzurą, znana również jako bitwa pod Kutnem, stała się symbolem polskiego oporu i strategicznego zrywu w obliczu beznadziejnej sytuacji.
Fot. Rafał Komorowski, CC BY-SA 3.0 / Wikimedia Commons
Początek września 1939 roku to czas dramatycznych wydarzeń dla Polski. Niemiecka inwazja, rozpoczęta 1 września, zaskoczyła świat swoją dynamiką. Zastosowana przez Wehrmacht taktyka blitzkriegu - czyli „wojny błyskawicznej”, polegającej na szybkich, zmasowanych uderzeniach wojsk pancernych i zmotoryzowanych, wspieranych przez lotnictwo - doprowadziła do szybkiego przełamywania polskiej obrony granicznej i dezorganizacji zaplecza. Niemieckie dywizje pancerne i zmotoryzowane, niczym klin, wdzierały się głęboko w terytorium Polski, dążąc do okrążenia i zniszczenia głównych sił Wojska Polskiego.
Głównym celem niemieckiego dowództwa było zamknięcie całości wojsk polskich w wielkim kotle na zachód od Wisły. Obszar ten obejmował tereny, które Niemcy mieli otrzymać zgodnie z tajnym protokołem do paktu Ribbentrop-Mołotow, zawartego z Związkiem Radzieckim. Szybkie postępy Wehrmachtu wydawały się sprzyjać realizacji tego planu. Niemcy byli przekonani, że polskie armie są w bezładnym odwrocie i nie stanowią już poważnego zagrożenia.
W tym strategicznym pościgu niemieckie dowództwo popełniło jednak poważny błąd w ocenie sytuacji. Zlekceważyli najdalej wysuniętą na zachód Armię „Poznań”, dowodzoną przez generała Tadeusza Kutrzebę. Niemcy byli przekonani, że ta armia, podobnie jak inne, wycofała się już przez Warszawę za Wisłę. Tymczasem Armia „Poznań” wycofywała się w sposób uporządkowany na wschód, zachowując zdolność bojową i spójność organizacyjną. Jej struktura obrony nie została naruszona w pierwszych dniach wojny, ponieważ znajdowała się poza głównymi kierunkami niemieckich ataków.
W trakcie tego odwrotu, Armia „Poznań” spotkała się z dywizjami Armii „Pomorze” generała Władysława Bortnowskiego, które również wycofywały się z pozycji wyjściowych w kierunku południowo-wschodnim. To właśnie w tym momencie, widząc zgromadzenie znacznych sił polskich na tyłach szybko posuwających się niemieckich jednostek, generał Kutrzeba dostrzegł szansę.
Jego plan zakładał uderzenie połączonymi siłami obu armii na flankę i tyły maszerującej ku Warszawie 8. Armii niemieckiej. Flanka to bok ugrupowania wojsk, a tyły to jego zaplecze - uderzenie w te miejsca było szczególnie niebezpieczne dla przeciwnika, ponieważ zazwyczaj były one słabiej chronione. Generał Kutrzeba dążył do tego zwrotu zaczepnego (czyli przejścia do ofensywy) już od momentu, gdy Niemcy osiągnęli linię Warty na przedpolu Armii „Łódź”.
Początkowo jednak marszałek Edward Śmigły-Rydz, pełniący funkcję Naczelnego Wodza Wojska Polskiego, odmawiał zgody na ten ryzykowny plan. Nakazywał Armii „Poznań” kontynuowanie odwrotu w kierunku Warszawy. Morale żołnierzy, mimo zachowania porządku, zaczynało spadać w obliczu ciągłego cofania się.
Sytuacja zmieniła się dramatycznie 9 września 1939 roku. Tego dnia oddziały niemieckiej 4 Dywizji Pancernej dotarły na przedmieścia Warszawy i podjęły próbę zdobycia stolicy Polski z marszu. W obliczu bezpośredniego zagrożenia dla Warszawy, marszałek Śmigły-Rydz w końcu wyraził zgodę na natarcie na lewe, północne skrzydło Grupy Armii Południe.
W intencji Naczelnego Wodza, celem tego uderzenia było zmuszenie Niemców do zaprzestania pościgu za innymi polskimi armiami - „Prusy”, „Lublin”, „Kraków”, „Karpaty” - które odchodziły w kierunku południowo-wschodniej Polski, do tak zwanego przedmościa rumuńskiego. Przedmoście rumuńskie było planowanym obszarem obrony, gdzie polskie wojska miały się przegrupować i kontynuować walkę, licząc na pomoc aliantów. Poprzez związanie głównych sił niemieckich w walnej bitwie z armiami „Poznań” i „Pomorze”, liczono na odciążenie pozostałych oddziałów i zyskanie czasu.
Niestety, pomimo zgody na tak ważną operację, Naczelny Wódz nie ustanowił jednolitego dowództwa nad uderzającym zgrupowaniem. To niedopatrzenie miało później wpłynąć na koordynację działań i ostateczny wynik bitwy.
*Fot. DescriptionBzura.png
This map was created from OpenStreetMap project data, collected by the community. This map may be incomplete, and may contain errors. Do*
Mimo że początek wojny był dla Polski trudny, Armia „Poznań” generała Kutrzeby, jak już wspomniano, znajdowała się poza głównymi kierunkami niemieckich ataków i zachowała swoją strukturę obronną. Generał Kutrzeba, świadomy potencjału swoich wojsk, już wcześniej proponował Naczelnemu Dowództwu wydanie Niemcom zaczepnej bitwy pod Sieradzem. Propozycja ta została jednak odrzucona, gdyż szybkie postępy wojsk niemieckich w głąb kraju wymusiły rozkaz odwrotu za Wisłę.
Generał Kutrzeba, dostosowując się do rozkazów, nakazał rozpoczęcie odwrotu. Obawiano się, że znacznie lepiej zmotoryzowane niemieckie wojsko szybciej osiągnie linię Wisły, co zablokowałoby możliwość przeprawy przez rzekę dla polskich jednostek. W tej trudnej sytuacji, generał Kutrzeba ponownie zaapelował o możliwość zaatakowania 8 Armii niemieckiej z nieosłoniętego skrzydła. Mimo otrzymania rozkazu marszu w kierunku Warszawy, morale żołnierzy, jak już wspomniano, spadało.
Generał Kutrzeba skontaktował się z dowódcą Armii „Pomorze”, generałem Bortnowskim, i zapoznał go ze swoimi planami uderzenia. Po raz kolejny wysłano depeszę z prośbą o pozwolenie na atak. Wobec szybkiego dotarcia niemieckiego korpusu na przedmieścia stolicy i opuszczenia jej przez Naczelnego Wodza, depesza ta początkowo pozostała bez odpowiedzi.
Plan generała Kutrzeby został poparty przez generała Tadeusza Stachiewicza, który widział w nim korzyści strategiczne: uzyskanie czasu na przygotowanie Warszawy do obrony, odciążenie Armii „Łódź” (która również znajdowała się w trudnej sytuacji) oraz danie czasu innym oddziałom na dotarcie do stolicy i wycofanie się za Wisłę.
Ostatecznie, pozwolenie Naczelnego Wodza dotarło do generała Kutrzeby dopiero 11 września. Należy jednak zaznaczyć, że działania ofensywne rozpoczęły się już 9 września, po tym jak marszałek Śmigły-Rydz wyraził ogólną zgodę na natarcie na skrzydło Grupy Armii Południe w reakcji na atak na Warszawę. To pokazuje determinację polskich dowódców i pilność sytuacji.
Bitwa nad Bzurą miała trzy główne fazy. Pierwsza z nich, trwająca od 9 do 12 września, to natarcie Polaków na Stryków.
Zgrupowanie uderzeniowe, składające się z połączonych sił Armii „Poznań” i „Pomorze”, stanowiło potężną siłę. Jego trzonem była Grupa Operacyjna pod dowództwem generała brygady Edmunda Knoll-Kownackiego. W jej skład wchodziły:
Od wschodu zgrupowanie to było osłaniane przez Wielkopolską Brygadę Kawalerii pod dowództwem generała brygady Romana Abrahama. Od zachodu zaś osłonę stanowiła Grupa Operacyjna Kawalerii generała brygady Stanisława Grzmota-Skotnickiego, w skład której wchodziły:
Polskie siły zaatakowały w godzinach popołudniowych 30 Dywizję Piechoty niemieckiej 8 Armii (dowodzonej przez generała piechoty Johannesa von Blaskowitza), która maszerowała wzdłuż prawego brzegu Bzury, na północnym skrzydle.
Polskie natarcie okazało się dla Niemców całkowitym zaskoczeniem. Niemieckie dowództwo nie spodziewało się obecności w tym rejonie tak licznych i zdolnych do ataku polskich oddziałów. Zawiodło również niemieckie lotnictwo, które nie wykryło ruchów polskich wojsk.
Skutki polskiego uderzenia były natychmiastowe i znaczące:
W ciągu zaledwie trzech dni niemiecka 30 Dywizja Piechoty została pobita, ponosząc ciężkie straty. Wśród rannych był jej dowódca, generał major Kurt von Briesen. Dywizja została zepchnięta na południe, mimo podejmowanych kontrataków. Polacy wzięli do niewoli sporo jeńców i zdobyli znaczną ilość sprzętu. Udało się zdobyć takie miejscowości jak Łęczyca, Piątek, Uniejów, Walewice, a polskie oddziały dotarły do linii Ozorków - Stryków.
Sukces Polaków zmusił Niemców do szybkiej i zdecydowanej reakcji. Początkowo musieli ściągnąć całe siły 8 Armii, w tym:
Następnie, aby zapobiec przerwaniu frontu, Niemcy skierowali do bitwy nad Bzurą główne siły 10 Armii, w tym:
Sprowadzenie tak znacznych posiłków pokazało, jak poważnie niemieckie dowództwo potraktowało polskie kontruderzenie.
Po początkowych sukcesach, bitwa nad Bzurą weszła w fazę intensywnych i krwawych walk, które ostatecznie doprowadziły do rozbicia polskich sił.
W ramach kontynuacji I fazy, 11 września Polacy wprowadzili do walki na kierunku Łowicz - Głowno Grupę Operacyjną generała brygady Mikołaja Bołtucia, w skład której wchodziły 4 Dywizja Piechoty i 16 Pomorska Dywizja Piechoty. Ich zadaniem było poszerzenie natarcia. Polskie oddziały zaatakowały i zdobyły Łowicz, znajdujący się na wschodnim skrzydle bitwy, wyrzucając z niego niemiecką 24 Dywizję Piechoty, która nie zdążyła jeszcze przygotować się do obrony. Mimo to walki były zacięte, a sukces zapewnił nocny atak.
W nocy z 12 na 13 września polskie siły zostały wycofane na lewy brzeg Bzury. Polska 4 Dywizja Piechoty w zażartych walkach wyparła wroga z Bielaw i Walewic, lecz Wielkopolska Brygada Kawalerii została zatrzymana. Następnego dnia Grupa Operacyjna generała Knolla-Kownackiego ciągle realizowała swoje zadania w kierunku Ozorkowa, Modlnej i Celestynowa, odrzucając niemieckie kontrataki. Zaczęły jednak pojawiać się pierwsze braki w zaopatrzeniu, przez co tempo ataku znacząco spadło.
Druga faza bitwy, trwająca od 13 do 15 września, to natarcie Polaków na Łowicz. W tej fazie generał dywizji Tadeusz Kutrzeba zdecydował o ataku w kierunku Skierniewic. Natarcie to miała wykonać Armia „Pomorze” pod dowództwem generała dywizji Władysława Bortnowskiego, w składzie której znajdowały się 26. Dywizja Piechoty oraz wspomniana już Grupa Operacyjna generała Bołtucia (4 Dywizja Piechoty, 16 Dywizja Piechoty).
Pod osłoną tego natarcia na Skierniewice, pozostałe siły Armii „Poznań” miały się przegrupować:
W tym czasie doszło do 2,5-dniowej bitwy o Sochaczew, która stała się kluczowa dla powodzenia tej fazy operacji, ponieważ kontrola nad tym miastem była strategicznie ważna dla utrzymania linii komunikacyjnych i możliwości manewru.
Wzmożoną aktywność wykazało również niemieckie lotnictwo. 4. Flota Powietrzna rozpoczęła intensywne bombardowania polskich sił, co znacząco utrudniało działania ofensywne i przegrupowania.
14 września Grupa Operacyjna „Wschód” generała brygady Mikołaja Bołtucia musiała ponownie zaatakować Łowicz. Miasto, opuszczone dzień wcześniej, było teraz silnie obsadzone przez Niemców. W krwawych walkach Polakom udało się sforsować Bzurę i zagrozić niemieckim pozycjom.
Jednak całkowitą tragedią zakończył się atak 26 Dywizji Piechoty na wschód od Łowicza. Rozwijające się pod ciężkim niemieckim ogniem natarcie zostało wstrzymane w godzinach południowych na rozkaz generała Bortnowskiego. Materiał źródłowy sugeruje, że rozkaz ten mógł być przedwczesny i wydany w wyniku załamania nerwowego generała Bortnowskiego, na podstawie niesprawdzonych informacji o marszu niemieckich oddziałów pancernych w rejon Sochaczewa. Generał Bołtuć wnioskował w związku z tym o odebranie generałowi Bortnowskiemu dowodzenia.
Skutki tej decyzji były katastrofalne. Cała 26 Dywizja Piechoty wraz z częścią 16 Dywizji Piechoty odpłynęła na północny brzeg Bzury, ponosząc niewspółmierne i niepotrzebne straty w ludziach. Decyzja ta uniemożliwiła również oddziałom generała Bołtucia osiągnięcie sukcesu w rejonie Łowicza. Pod koniec dnia generał Bortnowski wydał kolejny, niekonsultowany z generałem Kutrzebą, defensywny rozkaz odwrotu całości sił Armii „Pomorze” na lewy brzeg Bzury. Te decyzje dowódcy Armii „Pomorze” miały kluczowy wpływ na dalszy przebieg bitwy i jej ostateczny wynik.
Trzecia i ostatnia faza bitwy, trwająca od 16 do 18 września, to odwrót w kierunku Warszawy, w czasie którego polskie siły uległy rozbiciu. Dowodzący polskimi oddziałami podjęli decyzję o desperackiej próbie przerwania okrążenia w celu przebicia się do Warszawy.
Jednak pod naporem skoncentrowanych sił niemieckich, wspieranych przez dominujące lotnictwo, polskie dywizje i pułki zaczęły się rozpadać. Resztki wojsk musiały forsować rzekę Bzurę pod ciągłym ostrzałem. Armia „Pomorze” została zniszczona, a jej dowódca, generał Bortnowski, został wzięty do niewoli 21 września.
Próba przebicia miała nastąpić pomiędzy Sochaczewem a Witkowicami. W odpowiedzi na nią Niemcy rozpoczęli zmasowane kontrnatarcie z rejonu Sochaczewa oraz intensywne ataki lotnicze bombowców na polskie pozycje, co dodatkowo utrudniało i tak już heroiczne wysiłki Polaków.
Mimo ogromnych strat i przewagi wroga, części polskich oddziałów udało się dokonać niemożliwego. Do okolic Puszczy Kampinoskiej zdołało przebić się około 50 tysięcy żołnierzy. Niestety, do niewoli zostało wziętych około 100 tysięcy polskich żołnierzy.
Wśród tych, którym udało się wydostać z okrążenia, była Grupa Operacyjna Kawalerii generała Abrahama, sztaby generała Kutrzeby i Knolla-Kownackiego, a także części 15. i 25. Dywizji Piechoty. Przez dwa dni przebijały się one w stronę stolicy lub Modlina. Szczególnie godny uwagi jest sukces 14. pułku Ułanów Jazłowieckich, który skutecznie przebił się do Warszawy pod Wólką Węglową, co stanowiło jeden z ostatnich akordów tej heroicznej bitwy.
Fot. Pftf, CC BY-SA 4.0 / Wikimedia Commons
Bitwa nad Bzurą, choć zakończona klęską militarną polskich armii, miała ogromne znaczenie strategiczne i symboliczne. Była to największa bitwa kampanii wrześniowej i jednocześnie jedyna przeprowadzona na tak wielką skalę operacja zaczepna przeciwko III Rzeszy aż do 1941 roku. Ten fakt podkreśla wyjątkowość polskiego zrywu w obliczu przeważającej siły wroga.
Jednym z najważniejszych skutków bitwy było opóźnienie niemieckiego natarcia na Warszawę. Aby powstrzymać polskie kontruderzenie, Niemcy musieli ściągnąć znaczne siły, w tym korpusy spod samej stolicy. To dało obrońcom Warszawy cenny czas na zorganizowanie obrony i wzmocnienie pozycji, co pozwoliło miastu stawiać opór przez kolejne tygodnie. Bez tego opóźnienia, Warszawa mogłaby paść znacznie szybciej.
Bitwa nad Bzurą skutecznie związała znaczne siły niemieckie - zarówno lądowe, jak i lotnicze. Zamiast kontynuować pościg za innymi polskimi armiami, Niemcy musieli skoncentrować się na likwidacji zagrożenia na swoich tyłach. To, zgodnie z intencją Naczelnego Wodza, odciążyło pozostałe polskie armie („Prusy”, „Lublin”, „Kraków”, „Karpaty”), umożliwiając im kontynuowanie odwrotu w kierunku przedmościa rumuńskiego. Choć ostatecznie plan przedmościa nie powiódł się z powodu agresji ZSRR, zyskanie czasu było kluczowe dla ewakuacji części wojsk i władz.
Bitwa nad Bzurą stała się symbolem polskiego oporu i determinacji w obliczu beznadziejnej sytuacji. Polacy wykazali inicjatywę i byli stroną atakującą, co było rzadkością w kampanii wrześniowej, zdominowanej przez niemiecką ofensywę. Mimo przewagi technicznej i liczebnej wroga, polscy żołnierze walczyli z niezwykłą odwagą i poświęceniem.
Z bitwą nad Bzurą wiąże się również słynne, choć przesadne, określenie „Z lancą na tanki”. Użył go Aleksander Janta-Połczyński w artykule „Kawaleria” w emigracyjnym „Tygodniku Polskim” nr 29 z 1944 roku. Określenie to, choć malownicze, jest anachronizmem i nie oddaje rzeczywistości. Polska kawaleria w 1939 roku była formacją zmotoryzowaną i uzbrojoną w broń przeciwpancerną, a jej zadania obejmowały rozpoznanie, działania osłonowe i szybkie uderzenia, a nie szarże na czołgi. Mit ten jednak utrwalił się w świadomości społecznej jako symbol heroizmu i desperacji polskiego żołnierza.
Podsumowując, Bitwa nad Bzurą była tragiczną, ale niezwykle ważną kartą w historii Polski. Pokazała zdolność polskiego dowództwa do podejmowania śmiałych decyzji strategicznych i niezłomnego ducha walki żołnierzy, którzy mimo ostatecznej klęski, zadali Niemcom poważne straty i wpłynęli na przebieg kampanii.
Dlaczego bitwa nad Bzurą jest tak ważna? Bitwa nad Bzurą jest ważna, ponieważ była największym starciem kampanii wrześniowej i jedyną na taką skalę operacją zaczepną Wojska Polskiego przeciwko III Rzeszy do 1941 roku. Mimo klęski, opóźniła niemieckie natarcie na Warszawę i związała znaczne siły wroga, dając czas innym polskim armiom.
Kto dowodził polskimi siłami w bitwie? Polskimi siłami dowodził generał Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii „Poznań”, który był inicjatorem kontruderzenia. W bitwie uczestniczyła również Armia „Pomorze” pod dowództwem generała Władysława Bortnowskiego.
Dlaczego Polacy zdecydowali się na kontruderzenie? Generał Kutrzeba dostrzegł szansę na uderzenie w nieosłonięte skrzydło i tyły niemieckiej 8 Armii, która szybko maszerowała na Warszawę. Celem było odciążenie innych polskich armii w odwrocie i zyskanie czasu na przygotowanie obrony stolicy.
Co było główną przyczyną klęski Polaków? Głównymi przyczynami klęski były ogromna przewaga liczebna i techniczna wojsk niemieckich, w tym dominacja lotnictwa, które intensywnie bombardowało polskie pozycje. Istotny wpływ miały również kontrowersyjne decyzje generała Bortnowskiego w drugiej fazie bitwy, które doprowadziły do niepotrzebnych strat i załamania natarcia.
Czy bitwa nad Bzurą opóźniła zdobycie Warszawy? Tak, bitwa nad Bzurą znacząco opóźniła zdobycie Warszawy. Niemcy musieli ściągnąć spod stolicy znaczne siły, aby powstrzymać polskie kontruderzenie, co dało obrońcom Warszawy cenny czas na wzmocnienie obrony i przygotowanie się do oblężenia.
Bitwa nad Bzurą to jeden z najbardziej dramatycznych i heroicznych epizodów kampanii wrześniowej 1939 roku. Była to największa bitwa tej wojny, w której Wojsko Polskie, wbrew przeważającym siłom i logice strategicznej, podjęło śmiałe kontruderzenie. Inicjatywa generała Tadeusza Kutrzeby i początkowe sukcesy polskich armii „Poznań” i „Pomorze” zaskoczyły niemieckie dowództwo, zmuszając je do ściągnięcia znacznych posiłków i zmiany planów.
Mimo ostatecznego rozbicia polskich sił, bitwa ta miała kluczowe znaczenie. Opóźniła niemieckie natarcie na Warszawę, dając stolicy czas na przygotowanie obrony, i związała ogromne siły Wehrmachtu, co odciążyło inne polskie armie w ich odwrocie. Bitwa nad Bzurą stała się symbolem niezłomnego ducha walki polskiego żołnierza, który nawet w obliczu beznadziejnej sytuacji potrafił przejść do ofensywy, zadając wrogowi poważne straty i zapisując się w historii jako przykład heroizmu i strategicznej odwagi.